Obsesja białości

Po prawie siedmiu dekadach wolności Indie ciągle zmagają się z kolonializmem. Najwięcej jest go w głowach ich mieszkańców.

Żeby przekonać się o sile kolonialnych uprzedzeń w kraju świętych krów wystarczy być zaproszonym na wesele w Radżastanie, posłuchać radia w Madrasie albo otworzyć gazetę w Kalkucie. Na niektórych przedstawieniach w bombajskich teatrach poczujemy się zupełnie jak w Londynie, a z ulicznych bilbordów będą na nas patrzyły europejskie twarze. Mieszkańcy Indii są przekonani, że wszystko co białe, a zwłaszcza wszystko, co brytyjskie, jest najlepsze na świecie. Z tego przekonania wynika chęć naśladowania zachodnich trendów, ale również traktowanie z wyższością rodaków, którzy źle mówią po angielsku i tych o ciemniejszej karnacji.

O panujących tu uprzedzeniach dobrze wiedzą zarówno turyści, jak i mieszkańcy sąsiadujących z Chinami północno-wschodnich stanów Indii i afrykańscy imigranci, którzy w miastach takich jak Delhi nie mogą liczyć na równe traktowanie. Mieszkańcy kraju, który przez ponad czterysta lat był przedmiotem kolonialnych wpływów do dziś często czują się gorsi od dawnych kolonistów i starają się do nich upodobnić. Także poprzez zmianę koloru skóry.

Ciemne jest piękne

W latach 70. ubiegłego wieku Unilever wypuścił na indyjski rynek pierwszy krem wybielający. Dziś środki rozjaśniające skórę, często reklamowane przez znanych aktorów, można znaleźć na półkach w każdym większym sklepie. Na ulicznych billbordach, w telewizyjnych reklamach i filmach bardzo rzadko widuje się osoby o ciemnej karnacji. Rozjaśnianie fotografii gwiazd jest standardową praktyką w największych gazetach i portalach internetowych. Nic dziwnego, że wielu odbiorców tych mediów jest przekonanych, że żeby odnieść życiowy sukces, trzeba mieć twarz o tak jasnym odcieniu, jak to tylko możliwe. To przekonanie znajduje odbicie nie tylko w wyborach konsumenckich, ale także na rynku pracy, a nawet w rodzinach.

Organizatorzy kampanii „Ciemne jest piękne” zwalczają przekonanie, że wartość człowieka należy mierzyć odcieniem jego skóry.

Do zalet, którymi musi się odznaczać przyszły małżonek lub małżonka, oprócz dobrego wykształcenia, braku nałogów i religijności, należy posiadanie jasnej skóry. Doskonale widać to w prasowych ogłoszeniach matrymonialnych, w których zapewnia się, że młody chłopak albo młoda dziewczyna taką właśnie mają. Przyszli dziadkowie chcą mieć piękne, białe wnuki i niechętnie przyjmują do rodziny kogoś z genami, które by tego nie gwarantowały. Wśród pracowników instytucji, które mają się kojarzyć z elegancją i luksusem, próżno szukać ciemnoskórych. Nie ma ich w bankach, galeriach handlowych, a nawet na pokładach samolotów.

Indyjska obsesja na tym punkcie stała się tak dużym problemem, że doczekała się piętnujących ją akcji. Organizatorzy kampanii „Ciemne jest piękne” zwalczają przekonanie, że wartość człowieka należy mierzyć odcieniem jego skóry. Kampanię wsparła aktorka Nandita Das, która przyznała, że makijażyści na planie rozjaśniali jej twarz za każdym razem, kiedy miała grać wykształconą kobietę z wyższych sfer. – Przemysł filmowy przez bardzo długi czas wręcz gloryfikował jasną skórę. Ale to tylko odbicie uprzedzeń obecnych w społeczeństwie – powiedziała telewizji Al-Dżazira.

Z białym za pan brat

Hauz Khas Village to osiedle w południowej części Delhi. Chociaż indyjska stolica, podobnie jak większość południowoazjatyckich miast, nie jest wymarzonym miejscem dla imprezowiczów, to właśnie tutaj ściąga ich najwięcej. Są tu eleganckie butiki, puby i restauracje o zachodnim szyku i wysokich, warszawskich cenach. W weekendy wąskie uliczki wypełniają się tłumem rozmawiających „hingliszem” dwudziestoparolatków i rodzin z dziećmi. Białych twarzy jak na lekarstwo, a jeśli gdzieś można je zobaczyć z całą pewnością, to za… barami.

Melanie zaczepia mnie pod jednym z nich. Pochodzi z Francji i w jednej z uliczek rozdaje ulotki, kusząc napływające tłumy specjalnymi ofertami. Wielu gości odwiedzi knajpę, w której pracuje tylko dlatego, że jest Europejką. W tym czasie jej chłopak zaczyna przygotowywać drinki. Oboje zarobią więcej, niż lokalni pracownicy i więcej, niż zapłacono by im w Paryżu.

„Matka pęka z dumy mogąc powiedzieć, że jej córka ma białą przyjaciółkę z dzieciństwa”

„Obcokrajowcy przyciągają klientów, więc opłaca się ich zatrudniać” – uważa Sajan Singh Chawla, właściciel firmy organizującej imprezy i bywalec Hauz Khas Village. Biali tancerze, barmani i kelnerzy pojawiają się więc nie tylko w pubach, ale także na prywatnych imprezach dla dzieci i dorosłych oraz na weselach. Na tych ostatnich zatrudnia się ich po to, żeby zaimponować gościom. Do standardowego weselnego repertuaru, oprócz tańczących europejskich artystów i lokajów witających wchodzących gości, należą tzw. żywe stoły. To białe kobiety ubrane w krynoliny, do których przyczepia się elastyczne półki, a następnie ustawia na nich napoje i przekąski.

Organizatorzy miewają i bardziej ekstrawaganckie fantazje. Pewien fotograf wspomniał mi o weselu, na którym blondynka w czarnej baletowej sukience wisiała głową w dół nad barem na specjalnej uprzęży i nalewała gościom szampana. Inna kobieta, prawie naga, stała w sztucznym basenie z systemem rurek przywiązanych do rąk
i zmieniała pozy. Goście nazywali ją żywą fontanną. Uczestnicy wesel bogaczy mówią też o wynajmowaniu dziewczyn o zachodnim wyglądzie, które udają przyjaciółki panny młodej. „Matka pęka z dumy mogąc powiedzieć, że jej córka ma białą przyjaciółkę z dzieciństwa” – wyjaśniła mi znająca takie rodziny przedsiębiorczyni.

Język to siła

Symbolem wysokiego statusu może być także język. Trzydzieści lat temu po angielsku mówili tylko najlepiej wykształceni mieszkańcy kraju. Chetan Bhagat, indyjski autor bestsellerów, wspominał niedawno, że już sama znajomość tego języka świadczyła wtedy o przynależności do elity. To dla tych kilku procent społeczeństwa były zarezerwowane najlepsze stanowiska, a przywileje automatycznie dziedziczyły ich dzieci.

Ale kiedy lata 80. minęły, w Indiach rozwinęły się sieci telewizji kablowych, pojawiły się telefony komórkowe, internet, a liczba szkół z wykładowym angielskim wzrosła. Prości ludzie wiedzieli, że znajomość języka jest biletem do lepszego życia, więc zaczęli się go uczyć. Policjanci, kierowcy, pracownicy stacji benzynowych, kelnerzy w małych restauracjach i pracownicy call centers rozumieją dziś język Szekspira, choć trzy dekady temu było to nie do pomyślenia. „Jak to? Wszyscy nie tylko rozumieją ale i rozmawiają po angielsku? Jak śmią?” – drwił pisarz w jednym ze swych felietonów.

Popularne prywatne stacje radiowe we wszystkich największych miastach nadają dziś po angielsku. Do dobrego tonu, nawet wśród niższej klasy średniej, należy kupowanie anglojęzycznych gazet. Choć w Bollywood filmy powstają w języku hindi, mało prawdopodobne, żeby pracę dostał tam aktor, który umie się dogadać tylko w tym języku. Po angielsku rozmawiają najważniejsi politycy, celebryci i biznesmeni. Czasami dzieje się to z konieczności, bo mieszkańcy Indii posługują się kilkudziesięcioma językami i często ci z północy nie rozumieją tych z południa. Ciągle jednak ludzie są oceniani na podstawie poziomu swojej znajomości angielskiego i akcentu. Im mniej przypomina indyjski, tym lepiej.

Trudne życie przybysza

Europejscy turyści, których miejscowi proszą o pozowanie do wspólnych zdjęć, rzadko zdają sobie sprawę z powodów tych próśb. Takie podejście do białych jest połączone z silnym, choć nie zawsze w pełni uświadomionym, kompleksem niższości. Powszechne jest przekonanie, że wszyscy biali są bogaci, a stąd tylko krok do naciągania
i kradzieży.

Imigranci z Afryki traktowani są z kolei z pogardą, posądzani o prowadzenie agencji towarzyskich i handel narkotykami. W rzeczywistości większość Afrykanów przyjeżdża do Indii na studia z powodu przystępnych cen
i ułatwień wizowych. Co pewien czas głośno jednak o atakach na nich, a zabójstwo w Delhi pochodzącego z jednego z północno-wschodnich stanów mężczyzny spowodowało protesty przeciwko patrzeniu na ludzi przez pryzmat ich skóry.

Niestety mentalność ludzi niełatwo zmienić. Na całym subkontynencie rocznie kupuje się setki ton produktów rozjaśniających, reklamy z jasnoskórymi modelami można zobaczyć wszędzie, a drwiny z czarnych zdarzają się nawet w dobrym towarzystwie. Niewykluczone, że Indie będą potrzebowały jeszcze wielu dziesięcioleci, żeby oswoić się z własnym kolorem.

© Tomasz Augustyniak, 2015.

Ten tekst napisałem po kilku latach pracy w Azji Południowej. Jeżeli chcecie sprawdzić, co jeszcze tam robię  – możecie to zrobić tutaj. Możecie też wesprzeć Monsunowe Historie w zamian za nagrody i przyczynić się w ten sposób do rozwoju polskiego. niezależnego dziennikarstwa zagranicznego.

Możesz śledzić Monsunowe Historie:

5 Comments

  1. Nie tylko w Indiach jest taki trend. To samo zaobserwowalam w Egipcie. Im bielszy tym lepszy. Mężczyzna z jasną karnacją nie poślubi „czarnej” i vice versa. No i ten ślubny makijaż (białe maski)…echh szkoda bo ciemne naprawdę jest piękne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *