Najważniejszy indyjski gest

Mój indyjski szef wykrzywił usta, jakby w grymasie nieodpartego obrzydzenia, i zaczął sceptycznie kręcić głową.

Właśnie opowiadałem mu o swojej koncepcji artykułu i przerwałem w pół zdania. Byłem święcie przekonany, że uznał pomysł za fatalny i za chwilę każe mi się wynosić – tym większe było moje zdziwienie, kiedy powiedział, że temat jest świetny i żebym jak najszybciej się nim zajął. Dopiero po pewnym czasie przekonałem się, że sposób, w jaki szef wykonuje najważniejszy gest w Indiach jest specyficzny, prawie nieodróżnialny od odmownego kręcenia głową.

Indyjskie kiwanie to zestaw bardzo szczególnych ruchów głowy, różniących się zaledwie niuansami. Polega na przechylaniu jej na boki, ale nie znaczy ani „tak” ani „nie” – w zależności od sytuacji może oznaczać obie te rzeczy i wiele innych.

Najważniejszy indyjski gest może być używany w niezliczonej liczbie wariantów i sytuacji. Jest niezmiernie ważnym elementem mowy ciała, który na Subkontynencie indyjskim spotkacie się każdego dnia, tym częściej im dalej na południe pojedziecie.

Wszystko zależy od sposobu kiwania, kontekstu, towarzyszących gestów i mimiki. W przypadku opisanym wyżej gest oznaczał tyle co „słucham cię uważnie”. W innych sytuacjach można zastąpić nim sformułowania takie jak „nie wiem”, „postaram się”, „rozumiem”, „nieważne” albo „zrób co uważasz za stosowne”.

Zdecydowane przechylenie głowy w jedną ze stron może oznaczać „tak” (o ile nasz rozmówca jednocześnie się nie krzywi). Szybkie potrząśnięcie w obie strony zwykle oznacza ”dobrze”. Ledwo dostrzegalne kiwanie jest czasem stosowane jako znak akceptacji czyjejś obecności obok – na przykład współpasażera w samolocie czy pociągu albo kelnera – a bardzo szybkie i energiczne ruchy to oznaka zrozumienia albo ekscytacji. Im szybsze tym bardziej pozytywny stosunek kiwającego do omawianej sprawy. Czasami, zwłaszcza, jeśli towarzyszy mu uśmiech, niedbałe, spokojne kiwnięcie jest po prostu oznaką sympatii.

Najważniejszy indyjski gest może być używany w niezliczonej liczbie wariantów i sytuacji. Jest niezmiernie ważnym elementem mowy ciała, który na Subkontynencie indyjskim spotkacie się każdego dnia, tym częściej im dalej na południe pojedziecie.

W rejonie Himalajów to rzadki gest, ale gdzie indziej na północy Subkontynentu kiwanie może być substytutem słowa „dziękuję”, które z powodów kulturowych jest tam rzadko używane. Może być też zachętą do działania.

W Europie czasami kiwamy głową w podobnym celu (na nasz niedoskonały, europejski sposób). Kiedy z kolei nasz rozmówca mówi bardzo długo, a my nie chcemy mu przerywać, przytakujemy pomagając sobie onomatopejami w stylu „yhy” albo „mhm”. Dzięki temu druga osoba wie, że nadal cieszy się naszą uwagą. Indusi, którzy często są bardzo gadatliwi, mają znacznie lepszy sposób powiedzenia „słucham cię”, który ma przy okazji tę zaletę, że wcale nie musi oznaczać, ze zgadzają się z rozmówcą. Zgadnijcie, co to za sposób!

Indyjskie kiwanie to nie to samo, co figury bollywoodzkich tancerzy, które na Zachodzie częściowo spopularyzował kiedyś Michael Jackson. W tańcu kiwanie nie znaczy  zbyt wiele, za to w życiu przeciwnie. W dodatku jest w nim obecne od stuleci.

Mówi się, że przed kilkoma wiekami, kiedy licznymi indyjskimi królestwami rządzili okrutni władcy, ich poddani, obawiając się im sprzeciwić i odpowiadać „nie” na rozkazy, zaczęli używać gestu, który dawał odbiorcy sporo przestrzeni do interpretacji. Pozwalał się samemu domyślić odpowiedzi. Niewykluczone więc, że tajemniczy tik wyewoluował z obyczajów dworskich.

“Bhaiyya, aap Khan Market ćalenge?” (Bracie, pojedziesz ze mną do Khan Market?*) – zapytałem pewnego popołudnia kierowcę autorikszy w Delhi. Mężczyzna leniwie uniósł wzrok znad gazety, w którą miał zapakowany obiad, powoli przechylił głowę kilka razy, lekko się krzywiąc i wrócił do jedzenia. To zdecydowanie oznaczało, że nigdzie ze mną nie pojedzie. Zarazem, dzięki temu, że nie wypowiedział  twardego „nie”, kierowca uniknął obrażenia potencjalnego pasażera.

Indusi mogliby sporo zarobić, gdyby zabezpieczyli odpowiedni patent i wyeksportowali swój zagadkowy gest.

Kiwając głową możecie w bezpieczny sposób odmówić zrobienia czegoś albo bez okazywania obojętności czy wrogości pokazać, że nie jesteście pewni odpowiedzi na pytanie. To bardzo przydatna umiejętność w wielokulturowym indyjskim społeczeństwie, w którym żyją najróżniejsi ludzie hołdujący najdziwniejszym zwyczajom.

Ten sprytny sposób możecie wykorzystać do podkreślenia, że coś nie zależy od Was i nie wiadomo, czy i kiedy się wydarzy, a w Indiach zdarza się to częściej, niż mielibyście ochotę. Bo kto może wiedzieć, czy autobus, na który czekacie kiedykolwiek przyjedzie albo czy wreszcie dostaniecie paczkę? Mieszkający w Indiach muzułmanie używają w takich sytuacjach wyrażenia „Inszallah”. Inni mogą posłużyć się starym przysłowiem „Jo hona hai, so hoga” („Co ma się stać, to się stanie”) – i z zadumą pokiwać głową.

Indyjskie kiwanie może być wprawdzie mylące, zwłaszcza, jeśli nie towarzyszy mu mimika ani żadne gesty, a my nie jesteśmy przyzwyczajeni do jego regionalnej odmiany (Indie i ościenne kraje są bardzo zróżnicowane także pod tym względem). Mimo to dla mieszkańców Subkontynentu to bardzo efektywne narzędzie komunikacji niewerbalnej, sposób na bycie uprzejmym, a kiedy trzeba – na okazanie szacunku i emocji.

Mieszkając w Azji Południowej dobrze jest się nauczyć tego gestu – nie jest tak trudny, jak się na początku wydaje. Prawdę mówiąc trudno się go później oduczyć, sam podchwyciłem indyjskie kiwanie już po kilku miesiącach mieszkania w Delhi, a teraz łapię się na jego automatycznym używaniu nawet w Europie. Pewien taksówkarz z Mediolanu ma mnie pewnie z tego powodu za przygłupa. Ale nowych sposobów komunikowania nigdy za wiele! Indusi mogliby sporo zarobić, gdyby zabezpieczyli odpowiedni patent i wyeksportowali swój zagadkowy gest. Dla reszty świata to nadal egzotyczny i tajemniczy sposób przekazywania myśli. Niewykluczone, że ten, kto wpadnie na to, jak wypromowować szkolenia z  indyjskiej mowy ciała sporo na tym zarobi.

© Tomasz Augustyniak, 2016.

*W języku hindi do nieznanych sobie osób, zwłaszcza wykonujących różne usługi, zwraca się używając formy „bracie” lub „siostro”

Ten tekst napisałem po kilku latach pracy w Azji Południowej. Jeżeli chcecie sprawdzić, co jeszcze tam robię  – możecie to zrobić tutaj. Możecie też wesprzeć Monsunowe Historie w zamian za nagrody i przyczynić się w ten sposób do rozwoju polskiego. niezależnego dziennikarstwa zagranicznego.

Możesz śledzić Monsunowe Historie:

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *